czwartek, 4 maja 2017

Matura to dopiero początek



Od mojej matury minęło już siedem lat. Pamiętam stres i ból brzucha i świadomość tego, że teraz wszystko jest w moich rękach. Pogoda była identyczna jak ta dzisiejsza. Ogólnie maj 2010 był bardzo deszczowy, dopiero w drugiej połowie miesiąca było ciepło i przyjemnie.

Do dziś pamiętam uczucia związane z wynikami. Radość z pozytywnego wyniku. Szczęście, że już po wszystkim. Ciekawość przed nieznanym. Uczucie, że możesz wszystko. 

Wtedy nikt z nas nie zdawał sobie sprawy, że matura to dopiero początek. Początek prawdziwego, dorosłego życia. Niektórzy zaraz szybko "wpadli" i musieli w bardzo szybkim tempie dorosnąć, niektórzy jak ja - dorastali powoli, wieloetapowo. 

Zajmę się tymi wieloetapowcami, ponieważ na tematy wpadkowe nie mam nic do powiedzenia. Dorastanie wieloetapowe nie jest jakimś terminem wziętym z psychologii, po prostu sama tak nazwałam swoje dorastanie, czyli dorastanie poprzez różne etapy, które z czasem finalnie kończy się wykształtowaniem w sobie cech, które określają osoby dorosłe. Tych cech jest mnóstwo, wiec nie będę wymieniać, ale każdy wie o kogo chodzi mając na myśli osobę dorosłą.

Ze względu na to, że odkąd zdałam maturę nikt nie chodził ze mną za rękę - sama na każdą rzecz w swoim życiu musiałam zapracować. Nikt mi nie pomagał znaleźć pierwszej i każdej kolejnej pracy. Nikt mi nie pomagał uczyć się na studiach. Nikt mi nie dołożył do laptopa, czy każdej innej droższej rzeczy. Dzięki temu dzisiaj mam wysokie poczucie własnej wartości i może niektórzy pomyślą, że mam zbyt wysokie ambicje - nie, one nie są wysokie. Są adekwatne do mojej osoby, ponieważ nauczyłam się w życiu, że warto walczyć o swoje i warto być niezależnym od kogokolwiek. Rodzica, rodzeństwa, partnera. Dzięki temu jestem gdzie jestem i jestem jaka jestem. Być niezależnym = być wolnym.

Lata studiów także były dla mnie procesem dojrzewania. Każdy wykładowca po trochu dołożył cegiełkę do finalnego efektu w postaci dorosłego, dobrze wykształconego, młodego człowieka. I dali wykładnię nie tylko swoich przedmiotów ale podstaw dobrego zachowania i savoir vivre'u, co dla nowo przybyłych studentów jest niezłą lekcją pokory.

Poprzez dorastanie człowiek się zmienia. Nie jest tą samą osobą co był kiedyś. Przez to wiele przyjaźni może się zakończyć, ponieważ obie strony już się nie dogadują, nie rozumieją się i nie chcą się zmienić dla drugiej osoby. Spotkania nie cieszą takiej osoby, a ją męczą, czy też demotywują, aż w końcu kontakt się urywa. U mnie niestety też to miało miejsce. Każdy dojrzewa w swoim czasie, więc warto po prostu odpuścić jeżeli spotkania takie nas demotywują, jeżeli osoba tkwi dalej w starych schematach i nie chce dojrzeć.

W końcu teraz przejdę do samodzielności. Dla mnie to oznacza mieszkanie na swoim, płacenie za swoje i gotowanie za swoje. Czyli mieszkanie bez rodziców, opłacanie rachunków i gotowanie ze swojej pensji. Ja zamieszkałam dopiero rok temu "na swoim garnuszku". Dzięki Bogu! Chociaż moi rodzice bardzo chcieliby abym z nimi nadal mieszkała - kocham mieszkać bez nich. Tęsknie za nimi, ale jak przypomnę sobie te nasze kłótnie z moim tatą... dwa wybuchowe charakterki, to cieszę się, że nie musimy już się kłócić. Żałuję, że tak późno zdecydowałam się na ten krok - na pewno wydoroślałabym o wiele prędzej. Ale widocznie tak musiało być. Wieloetapowość...

Co do miłości... Miłość dojrzała to miłość mądra, miłość do drugiej osoby bez otoczki fruwających kupidynów, bez maślanych oczu, bez nieśmiałych pocałunków i czerwonych policzków. Nauka szukania kompromisów, nauka rozmawiania ze sobą, mówienia wprost o swoich potrzebach, nauka wspólnego wspierania się, pomagania sobie. Wiele przeszłam kryzysów w swoim dziewięcioletnim związku, między innymi całkiem niedawno, taki poważny, prawie się rozstaliśmy. Masa problemów zamiatanych pod dywan, niemówienie o swoich uczuciach. W pewnym momencie czułam jakbyśmy byli swoimi wrogami, i jakbyśmy nie byli parą, a współlokatorami. Dlatego warto mówić od razu o tym co się czuje. To jest właśnie dojrzała miłość - praca nad sobą cały czas, staranie się o drugą osobę, mówienie wprost o uczuciach, nauka kompromisów. Mam nadzieję, że uda nam się poukładać nam naszą miłość na nowo, jesteśmy na dobrej drodze ale nie chcemy zapeszać. W związku z tym nie w głowie nam żadne śluby. Nie jest to w tym momencie naszym priorytetem.

Dorosłość nauczyła mnie oddzielać także ludzi dobrych od tych złych. Może zdawać się, że osoby, którymi się otaczasz tak naprawdę życzą ci źle. Jak schudniesz - będą prawić komplementy, a w duchu cię zaklinać abyś znowu przytył, jak dostaniesz awans, bądź lepszą pracę - gratulować, a w duchu będą życzyć szybkiego wypalenia lub szybkiego wyrzucenia, jak będziesz dobrze zarabiać - mówią "wow, ale ci się powodzi", a w myślach będą życzyć problemów wszelkiej maści, od chorób do śmierci. Teraz umiem oddzielać fałsz od prawdy i wiem, żeby unikać takich ludzi. Nie pozwól nikomu, by gasił twój blask tylko dlatego, że razi go w oczy.


Każdy maturzysta musi sam zmierzyć się nie tylko z egzaminem maturalnym, ale także z egzaminem dojrzałości, który tak naprawdę każdy zdaję po maturze - będąc na studiach, pracując na siebie, utrzymując siebie, nawiązując relacje. Matura to dopiero początek nowego życia. Jest trudne, daje w kość - ale satysfakcja z osiągania sukcesów, na które człowiek sam zapracował - jest nie do opisania.



1 komentarz:

  1. Doskonale wiem o czym piszesz bo ja również po zdaniu matury musiałam szybko dorosnąć.
    Nie, nie zaszłam w ciążę, ale nikt mi nie dał pieniędzy na wymarzone studia. Z tego powodu zostałam w rodzinnym mieście i poszłam na kierunek, który w ogóle mnie nie interesował. Po dziś dzień go kontynuuję, tylko że teraz już na II stopniu.
    Młodzi ludzie często nie doceniają tego co mają. Dostają od rodziców na wynajem mieszkania, na utrzymanie, a i tak im pieniędzy nie starcza. Mimo wszystko cieszę się, że nie dostałam wszystkiego na tacy. Dzięki temu wiem co to ciężka praca. Jak trudno jest się utrzymać.
    Masz rację. Matura to dopiero początek.

    OdpowiedzUsuń