wtorek, 10 listopada 2015

5 porad na PMS, czyli jak nie zwariować i nikogo nie zabić przed okresem

Właśnie nadchodzą moje TE DNI. Te, w których mam ochotę wszystkich pozabijać. Raz krzyczę, raz płaczę i tak na zmianę. Kiedyś wierzono, że PMS (wtedy jeszcze nie było naukowego określenia) występuje dlatego, że kobieta jest zła, ponieważ nie zaszła w ciążę i w ten sposób "odgrywa się" na otoczeniu. Jak myślisz, że to bzdura to przypomnij sobie jak się zachowujesz kiedy masz owulację. Lub jak jesteś facetem to przypatrz się swojej partnerce. Każda kobieta jest wtedy milutka i kusi, uwodzi, smacznie gotuje. Postanowiłam napisać post, w którym napiszę co ja robię żeby nikogo nie zabić. Zapraszam do lektury.


1. Muzyka

Muzyka łagodzi obyczaje, poprawia nastrój, działa kojąco na układ nerwowy, działa także na układ krwionośny i oddechowy.
Najchętniej słucham podczas PMS ballad. Smuuuutych ballad. Numerem jeden jest moja ukochana Nirvana, która towarzyszy mi zawsze, od wielu lat, kiedy mam doła. Nie jestem rockową dziewczyną, ubraną w glany i bojówki i luźny tshirt z nazwą jakiegoś zespołu. Po prostu lubię czasem dobrego (starego) punka lub rock'a albo pokrewnych. Szczerze mówiąc nie wiem jaki utwór Nirvany w szczególności koi moje nerwy. Wszystko są wyjątkowo dołująco-pobudzające, z jednej strony trochę działają dołująco a z drugiej pobudzają. Za to kocham Nirvanę. I chyba takim numerem idealnym jest You know you're right. Ale wszystkie są idealne na PMS żeby się jeszcze bardziej zdołować.




Poza rockiem słucham podczas PMS deep house, drum'n'base'a, trance, Zupełnie inna muzyka, ale ja już taka jestem. Nie lubię być schematyczna. Muzyka elektroniczna jest ze mną od zawsze, od małego, ponieważ mając starszych braci o 7 i 8 lat musiałam słuchać tego co oni, no i efektem tego jest to, że sama uwielbiam takie klimaty, klimaty starego house'a i pokrewne. Była wtedy moda na taką muzykę, która ku mojej uciesze, jest także i teraz, więc mam teraz ogromny (!) wybór takich właśnie utworów. I najchętniej w TE DNI słucham Applebottom, świetny angielski DJ, jego głęboki deep house jest trochę psychodeliczny i przenosi mnie w zupełnie inny świat. Bardzo koi mi serce jego utwór Let You, który ubóstwiam (resztę też ale ten w szczególności). W ogóle muzyka elektroniczna jest za mało doceniana. Ale to na inny post może.



Nie mogło tutaj także zabraknąć Myslovitz (ten jeszcze z Rojkiem). Wszystkie utwory z czasów największej świetności są idealne podczas PMS, a zwłaszcza Chciałbym umrzeć z miłości. Płaczę wtedy jak bóbr.




2. Film/Serial

Niekwestionowanym debeściakiem jest tutaj Dziennik Bridget Jones. Oczywiście nie oglądam co miesiąc, ale akurat tak się zdarza, że kiedy mam doła to jest w telewizji. Poza tym wszystkie inne filmy w stylu pociesznej Bridget są w tym czasie mile widziane, jak na przykład stary, ale jary Szeregowiec Benjamin czy Legalna Blondynka. Ogólnie filmy z takimi słodkimi i trochę nieporadnymi (?) kobietkami, które stawiają czoła wyzwaniom mi pomagają ukoić nerwy i smutki podczas TYCH DNI.





Jeżeli chodzi o serial to podczas PMS pomaga mi przeżyć mój absolutnie ulubiony serial czyli Przyjaciele a tuż po nim Jak Poznałem Waszą Matkę oraz Seks w wielkim mieście czy Dwie spłukane dziewczyny. W każdym z nich znajduję się przynajmniej jedna osoba o miękkim sercu jak i jedna o wrednym/sarkastycznym/ironicznym usposobieniu. A my, kobiety, jesteśmy trochę miłe i trochę wredne.




3. YouTube

Postanowiłam osobno dodać YouTube, ponieważ ma on na tyle ogromną siłę w tej chwili, że zasługuje na osobne wyróżnienie. Jak mi się po prostu znudzi oglądanie filmów czy seriali a chcę coś pooglądać to zaglądam właśnie tam. Przeważnie oglądam kanały takich Youtuberów jak Abstrachuje (są megazabawni i wyluzowani), Psychodietka (kanał dietetyczno-coachingowy, RedLipsticMonster (przezabawna i przeurocza dziewczyna, która zna się na tajnikach makijażu), Cyber Marian (komiczny i "stylowy"). Super, że istnieje YouTube i takie kanały bo jakość telewizji w ciągu ostatnich lat drastycznie spadła i nie ma co oglądać. No prawie.





4. Bieganie

Ruch jest niezbędnie potrzebny do zachowania poprawnego funkcjonowania człowieka. Jak wiadomo, ruch poprawia nastrój, krążenie, układ oddechowy, układ nerwowy, zwiększa trawienie. Ja akurat biegam, a W TE DNI w szczególności - jak pójdę się "wyżyć" to od razu mi lepiej. Bieganie daje mi możliwość haju bez haju, czyli tak zwanej "euforii biegacza". Rozładowuje napięcie i rozluźnia. Dzień jest weselszy, ludzie jacyś wydają mi się milsi i ja jestem wyciszona i w dobrym humorze.




5. Jedzenie

Wtedy zjadłabym konia z kopytami. Wszystko smakuje, wszystko jest taaaakie pyszne a najbardziej CZEKOLADA... Wiadomo. Naturalne i największe źródło magnezu. Największe ma ta gorzka ale która z Was podczas PMS je gorzką... Najlepsza jest wtedy taka mega słodka, tak słodka, że aż muli. A potem poprawić ogórkiem kiszonym. I popić mlekiem.





Lepiej nas, kobiet wtedy nie denerwować, nie krzyczeć, nie krytykować. Chyba, że Wam życie niemiłe to proszę bardzo :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz